Kozłowska-Rajewicz: Konwencja zwraca uwagę, że przemoc ma płeć

26 Listopada 2012
Ofiarami przemocy są przede wszystkim kobiety, a sprawcami - w większości mężczyźni i trzeba to zauważać. Konwencja w sprawie przemocy wobec kobiet wskazuje, że przemoc ma płeć – powiedziała pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania Agnieszka Kozłowska-Rajewicz.

W poniedziałek Kozłowska-Rajewicz zorganizowała konferencję pod hasłem „Rząd równych szans – administracja przeciw przemocy wobec kobiet”.

Przypomniała, że w niedzielę obchodzony był Międzynarodowy Dzień Walki z Przemocą Wobec Kobiet, który rozpoczął kampanię 16 Dni Przeciwko Przemocy Wobec Kobiet. Zapowiedziała, że w tym okresie jej biuro codziennie będzie publikowało informacje na temat tego problemu.

Zwróciła uwagę, że w Polsce do niedawna mówiło się przede wszystkim o przemocy w rodzinie, a nie o przemocy wobec kobiet. „Nie zwracaliśmy uwagi na to, że przemoc ma płeć” – podkreśliła. Według niej w dużej mierze to stereotypowe traktowanie kobiet sprawia, że są bardziej narażone na przemoc. „Nie można nie zauważać, jak silny jest związek stereotypów płci i przemocy” - mówiła.

Dodała, że taka idea – związku przemocy z nierównym traktowaniem – przyświeca Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Podkreśliła, że promowanie równości pomiędzy kobietami i mężczyznami, walka ze stereotypami i dyskryminacją sprawiają, że walka z przemocą w rodzinie jest skuteczna.

Zaznaczyła, że choć sprawcami przemocy są przede wszystkim mężczyźni, nie oznacza to, że wszyscy mężczyźni są potencjalnymi agresorami. Zastrzegała, że dyskutując o problemie przemocy, nie należy stawiać mężczyzn i kobiet w opozycji, przeciwnie niezbędne jest włączanie w walkę z przemocą wobec kobiet jak największej liczby mężczyzn, bo bez tego walka ta będzie nieskuteczna.

Poinformowała, że zakończyła prace nad wnioskiem o podpisanie Konwencji i wyraziła nadzieję, że Rada Ministrów zajmie się nim albo na najbliższym, wtorkowym posiedzeniu, albo na kolejnym, za tydzień. Dodała, że w związku z Konwencją konieczne będą zmiany w przepisach, np. wprowadzenie do polskiego prawa takiego pojęcia jak przemoc ekonomiczna. Konwencja szerzej też definiuje przemoc w rodzinie; zmieniony musi być także tryb ścigania za gwałt, nad czym trwają już prace w parlamencie.

Powołana w zeszłym tygodniu wiceminister pracy Elżbieta Seredyn mówiła podczas konferencji, że sprawami przemocy zajmowała się w samorządzie i jest to tematyka szczególnie jej bliska. Ona także zwracała uwagę na związek z przemocą stereotypów dotyczących ról mężczyzny i kobiety w rodzinie.

„Bez względu na przyczynę przemocy jej mechanizm jest zawsze ten sam – opiera się na przewadze siły fizycznej albo psychicznej” - dodała.

Posłanka Magdalena Kochan (PO), która w Sejmie pracowała nad ustawą o zapobieganiu przemocy w rodzinie, podkreśliła, że nawet najlepiej skonstruowane przepisy nie rozwiążą problemu, jeśli nie będzie woli ich stosowania i jeśli nie zmieni się podejście do tych spraw. Wspominała, że gdy rozpoczynały się prace na ustawą, pierwszymi głosami, jakie się pojawiały, były takie, że przemocy w polskich rodzinach nie ma, państwo nie powinno się w te sprawy wtrącać, a statystyki mówiące o tym problemie są przekłamane.

„Szybko okazało się, że statystyki to tylko czubek góry lodowej” – podkreśliła Kochan. Zwróciła uwagę, że jednym z najważniejszych zapisów, jaki wprowadzono do ustawy była możliwość usuwania z domu agresora, aby nie musiała uciekać ofiara z dziećmi. „Czy ten zapis jest stosowany? Na pewno nie wszędzie. Dlatego trzeba nieustannie szkolić służby i monitorować, jak te rozwiązania są wykorzystywane” - powiedziała.

Dodała, że kolejnym wyzwaniem jest wpisanie do ustawy zakazu przemocy ekonomicznej. Wyraziła też nadzieję, że w pierwszym półroczu przyszłego roku ukończone zostaną prace nad zmianami w prawie dotyczącymi gwałtu - zarówno trybu ścigania, jak i ochrony przed wtórną wiktymizacją.

Były minister sprawiedliwości, poseł PO Krzysztof Kwiatkowski zaznaczył, że rozmawiając o problemie przemocy, trzeba pamiętać o dwóch liczbach. „Według różnych szacunków ok. 80 proc. spraw związanych z przemocą domową nie jest zgłaszanych żadnym organom państwa. Z tych, które są zgłaszane, zdecydowana większość nie znajduje formalnego zakończenia, wiele nie trafia się do sądu, a z tych, które trafiają 82 proc. orzeczonych kar to wyroki z zawieszeniem” - poinformował.

Dodał, że gdy jako minister sprawiedliwości miał okazję wizytować zakłady karne i rozmawiać z osadzonymi, przekonał się, że oni kary w zawieszeniu nie uważają za karę. „Taka kara jest nieskuteczna i nie resocjalizuje” - podkreślił. Dlatego jego zdaniem w takich sytuacjach powinien być stosowany np. dozór elektroniczny.(PAP)